Artykuł Saksun – zjawiskowa wioska nad laguną pochodzi z serwisu Owcze.com.
]]>
Saksun położone jest nad niewielką laguną, która kiedyś była naturalnym fiordem. Po sztormie w XVI wieku wejście od strony oceanu zostało częściowo zasypane piaskiem, dzięki czemu powstała płytka zatoka otoczona górami. Dziś, podczas odpływu, można spacerować po jej dnie i podziwiać strome ściany skalne z zupełnie innej perspektywy.

Zwiedzanie warto rozpocząć od krytego darnią kościółka z 1858 roku. Pierwotnie został on zbudowany w osadzie Tjørnuvík, jednak rozebrano go i przeniesiono przez góry na nowe miejsce. Można także odwiedzić Dúvugarðar – tradycyjną zagrodę, której historia sięga XVIII wieku. Obecnie mieści się tu muzeum, prezentujące, jak dawniej wyglądało życie Farerów. Można tu napić się kawy w kawiarni, kupić pamiątki albo wyruszyć na widokowe szlaki prowadzące do wodospadu i laguny najpiękniejszych „instagramowych” miejsc na zdjęcia.

Muzeum Dúvugarðar to część największego gospodarstwa na Wyspach Owczych, utrzymującego stado około 700 owiec na powierzchni 2.500 hektarów. Gospodarstwo prowadzi rodzina, która mieszka i pracuje w Saksun przez cały rok.

Informacje praktyczne
W Saksun obowiązują zasady szacunku dla prywatnych terenów. Spacer wzdłuż laguny jest możliwy tylko w wyznaczonych miejscach, a część ścieżek prowadzi przez tereny prywatne i wiąże się z dodatkowymi opłatami.
Lokalizacja: północno-zachodnia część wyspy Streymoy, ok. 1 godziny jazdy z Tórshavn.
Dojazd: do wioski prowadzi wąska, kręta droga, na szerokość jednego auta (o prowadzeniu samochodów na Wyspach Owczych przeczytasz tutaj), przez dolinę Saksunardalur.
Spacer wzdłuż laguny: możliwy tylko przy odpływie i w wyznaczonych miejscach. Część szlaków biegnie przez prywatne tereny – może być wymagana opłata.
Muzeum: godziny otwarcia (1 maja – 30 września): poniedziałek – niedziela: 10:00 – 16:00, bilety wstępu: 150 DKK (dzieci 0–12 lat: wstęp wolny)

Artykuł Saksun – zjawiskowa wioska nad laguną pochodzi z serwisu Owcze.com.
]]>Artykuł Dziś mecz Polska Wyspy Owcze w Torshavn pochodzi z serwisu Owcze.com.
]]>W dniu lądowania drużyny z Polski nad Wyspami Owczymi wiał silny wiatr, zacinał deszcz. W związku z tak trudnymi warunkami pojawiły się wątpliwości, czy piłkarska reprezentacja Polski doleci na archipelag. Ostatecznie udało im się wylądować, choć drugi samolot z kibicami nie dotarł na Wyspy Owcze.

Debiutujący w roli selekcjonera reprezentacji Polski Michał Probierz poza niesprzyjającymi warunkami pogodowymi musi zmierzyć się ze skomponowaniem skutecznego składu w swoim selekcjonerskim debiucie. Podczas konferencji prasowej, gdzie tłumaczem była Sabina Poulsen, najsłynniejsza Polka na Wyspach Owczych, był opanowany i spokojny. – Śpię spokojnie, ale poczekajmy do meczu i zobaczymy jakie emocje będą mi towarzyszyć – powiedział przed debiutem w roli selekcjonera reprezentacji Polski Michał Probierz. Po konferencji otrzymał od Sabiny przewodnik po archipelagu „Wyspy Owcze z pierwszej ręki” jej autorstwa.

Czwartkowy mecz będzie niezwykle ważny w kontekście walki o awans na Euro 2024. Polacy zachowają szanse na wyjście z grupy eliminacyjnej tylko w przypadku odniesienia dwóch zwycięstw w październikowych rozgrywkach.
Artykuł Dziś mecz Polska Wyspy Owcze w Torshavn pochodzi z serwisu Owcze.com.
]]>Artykuł Polska – Wyspy Owcze 2:0. Wyspiarze pokazali charakter i waleczność pochodzi z serwisu Owcze.com.
]]>Polska – Wyspy Owcze – rutyna kontra waleczność
Mimo wygranej kibice nie byli zachwyceni meczem, w którym Polacy ledwo pokonali 129. drużynę rankingu FIFA. Nic dziwnego. W końcu cała populacja Wysp Owczych, 55 tys. mieszkańców, jest porównywalna do liczby miejsc dla kibiców na Stadionie Narodowym. Reprezentacja składa się zaś z półzawodowców, którzy trenują do rozgrywek po normalnej pracy. Tymczasem w meczu z Polakami, i to jako goście, byli blisko największego piłkarskiego sukcesu w dziejach kraju. Na archipelagu żyje więcej owiec niż ludzi – ok. 75 tys. Reprezentacja Wysp Owczych walczyła dzielnie, a pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem. Dopiero w ’73 minucie, po zagraniu Farerów ręką w polu karnym, gola z karnego strzelił Robert Lewandowski. 10 minut później ustalił wynik drugim celnym strzałem.
Sabina Poulsen i Tomasz Przybylski komentują mecz Polska – Wyspy Owcze na Kanale Sportowym:

– Wyspy Owcze pokazały ze nie ma słabych drużyn. Wyspy Owcze pokazały mam wrażenie to czego brakuje przeciwnikowi: charakteru, wiary, odwagi i woli walki. Piłkarze z Wysp Owczych udowodnili, że mimo porażki zostali bohaterami – powiedziała po meczu Sabina Poulsen, autorka przewodnika po archipelagu i bloga Sabina na Wyspach Owczych.
Tomasz Przybylski, piłkarz przez lata grający na Wyspach Owczych o meczu Polska -Wyspy Owcze dla Polsat Sport:

Już w listopadzie na Wyspach Owczych mecz rewanżowy. Wtedy okaże się, czy gra u siebie doda Farerom skrzydeł i poprowadzi do historycznego zwycięstwa z Polską. W końcu tym razem niewiele brakowało.
Artykuł Polska – Wyspy Owcze 2:0. Wyspiarze pokazali charakter i waleczność pochodzi z serwisu Owcze.com.
]]>Artykuł Martyna Wojciechowska odwiedziła Wyspy Owcze pochodzi z serwisu Owcze.com.
]]>— Wysiadłam z samolotu i poczułam się, jak w domu, to miejsce jest magiczne — powiedziała Martyna Wojciechowska, która przyjechała na Wyspy Owcze.
Dziennikarka spędziła na początku lipca kilka dni na Wyspach Owczych. Odwiedziła wiele miejsc, m. in. wyspę Kalsoy oraz plażę w Tjornovik, gdzie zachwyciła ją grupa pań po 50. — Spacerując po plaży w Tjornovik zobaczyłyśmy grupę kobiet, które przygotowują się do surfingu — opowiada Sabina Poulsen, właścicielka biura podróży i maleńkiego domku, która gościła u siebie Martynę. — Podeszłyśmy, spytałyśmy, czy możemy zrobić zdjęcia. Zaczęłyśmy rozmawiać i ku naszemu ogromnemu zdziwieniu okazało się, że te panie będą surfować po raz pierwszy w życiu.

— To było niesamowite. Przyjaciółki — średnia wieku ok. 50 lat — z ogromnym zainteresowaniem w sobotni ranek spędzają wspólnie czas. Dodam, że pogoda nie była ciekawa: deszcz, zimno, wietrznie. Dziewczyny spędziły 2,5 godziny w wodzie.

— Są takie miejsca, w których się ląduje i człowiek czuje się jak w domu. Takim miejscem są dla mnie Wyspy Owcze. Zawsze chciałam tu przyjechać, tu jest magicznie — mówiła dziennikarka w specjalnym wywiadzie live, który przeprowadziła z nią Sabina Poulsen. —Ludzie tutaj wspierają się, nie ukrywam, że chciałam też poznać Sabinę, która robi tutaj tyle dobrego i ma dobrą energię.

Z wywiadu dowiedzieliśmy się, że Martyna Wojciechowska planuje razem z córką Marysią wrócić na Wyspy Owcze. Obie panie chciałyby mieć tu swój „polski przystanek”. — Mamo, to jest najpiękniejsze na świecie, które widziałam — powiedziała mi moja 14-letnia córka — opowiadała Martyna.
Zobacz live Sabiny z Martyną na Wyspach Owczych:

— Od czasu pojawienia się ostatniej części przygód Jamesa Bonda „No time to day”, wyspa Kalsoy jest jedną z głównych atrakcji naszego archipelagu — mówi Sabina Poulsen, Polka, która od lat mieszka na Wyspach Owczych. — Producenci filmu postanowili, że scena śmierci bohatera zostanie sfilmowana właśnie tutaj. — Tam czuć potęgę natury — zaznaczyła Wojciechowska.

Więcej na Onet.pl
Artykuł Martyna Wojciechowska odwiedziła Wyspy Owcze pochodzi z serwisu Owcze.com.
]]>Artykuł Sabina Poulsen: Wyspy Owcze pomagają Ukrainie pochodzi z serwisu Owcze.com.
]]>Wyspy Owcze to miejsce, w którym od kilkunastu lat żyje Sabina Poulsen. Polka związała swoje życie z archipelagiem na północnym Atlantyku. Tu urodziły się jej dzieci, tu zawiązały się przyjaźnie. Tu mieści się jej pensjonat i biuro podróży. Dziś Sabina reprezentuje Polskę na Wyspach, a o Farerczykach mówi, że to najwspanialsi ludzie na ziemi.
Kiedy 24 lutego Rosja zaatakowała Ukrainę, Polka niemalże natychmiast zaczęła organizować pomoc dla uchodźców. Z czasem jej zapał i niespożyta energia poderwała całe Wyspy Owcze do działań na rzecz Ukraińców.
— W pierwszy dzień wojny koleżanka napisała do mnie: zobacz, co się dzieje, działamy? — wspomina Sabina. — Miałam wtedy gościa, towarzyszyły mi mieszane uczucia. Ale następnego dnia włączyłam telewizję i na ekranie zobaczyłam informację o pierwszym dziecku, które urodziło się podczas bombardowania. Ta dziewczynka miała na imię Mia. Tak samo, jak moja córka.
Sabina zobaczyła w tych narodzinach znak. Oddzwoniła do znajomej, założyła na Facebooku grupę, na której opublikowała zdjęcia z działań pomocowych w Polsce. Maszyna ruszyła. W pierwszym dniu stronę obserwowało już ponad 2 tys. osób. I wszyscy chcieli się do pomocy dołączyć.
Przeczytaj także: Polka na Wyspach Owczych: mam wrażenie, że cały czas się tu spełniam
— Farerczycy są ciekawscy — mówi Sabina. — Chcą wszystko od razu wiedzieć, dopytują, co mogą zrobić. Odzew był natychmiastowy. Z moją przyjaciółką, jej bratem i mamą zaczęliśmy od razu szukać pomieszczenia na ewentualną zbiórkę. Jak się okazało, ta „ewentualna zbiórka” przeszła nasze najśmielsze oczekiwania. Ludzie przyjeżdżali busami, przywożąc dary z najdalszych zakątków Wysp.
Wyspy Owcze to archipelag złożony z 18 wysepek. Do Sabiny trafiali Farerczycy pochodzący właśnie z tych małych wysepek ze wszystkim tym, co udało im się lokalnie uzbierać. Jedni dostarczali same pampersy, inni apteczki, ubrania.
— To było szalenie miłe, budujące. Nie było żadnego kwestionowania tego, że trzeba działać. Przed wojną, głównie w czasie pandemii sprzedawaliśmy Rosji łososie. Ta sprzedaż stanowi ok. 25 proc. budżetu Wysp Owczych. Fareczycy rozmawiali więc o wojnie również w tym właśnie kontekście. Nie trzeba było długo czekać, żeby największa firma zajmująca się wysyłką łososia zaprzestała sprzedaży do Rosji.
— Pomoc zawsze mnie wzrusza, ale tym razem było naprawdę wyjątkowo — opowiada Sabina. — Kiedy ruszyła zbiórka, przychodziły do nas całe rodziny z dziećmi. Był pewien tata, który zawodowo jeździł tirem, więc na ten tir pakował paczki z zebranymi przez nas rzeczami. Towarzyszył mu synek, małe dziecko. Od 8 rano do 22 wieczorem pakowali razem dary do ciężarówki. Moja przyjaciółka, z którą rozpoczęłam tę całą akcję, ma córkę, która płakała, gdy pewnego dnia nie mogła nam towarzyszyć w zbiórce. Każdy chciał zrobić tyle, ile mógł. Każdy chciał w jakiś sposób pomóc.
Zbiórka przerosła wszelkie oczekiwania Sabiny i jej przyjaciół. Wkrótce magazyn, w którym przechowywali dary, stał się za mały, a strop groził zawaleniem. Trzeba było szukać nowego miejsca, ale przede wszystkim posortować gigantyczne ilości zebranych ubrań, leków, środków higienicznych.
— Farerczycy mają tę fajną cechę, że jak już coś zaczną, robią to od początku do końca. Wszystko musi być zrobione porządnie. Więc ja pisałam na kartonach nazwy znajdujących się wewnątrz pudełek rzeczy, żeby było wiadomo, co jest w środku. Teraz się śmiejemy, bo moi farerescy znajomi nauczyli się w ten sposób kilku polskich słów, na przykład: kobieta, obuwie. Przez tydzień przygotowaliśmy ok. 900 zapakowanych kartonów. Pracowaliśmy od 7 rano do nocy. To była współpraca jednej Polki, dwóch Ukrainek i… Farerczyków. Nie ponieśliśmy żadnych kosztów wysyłki darów — zaznacza Sabina. — Wszystkie farerskie firmy z nami współpracowały. Ubrania powędrowały do Caritasu, a reszta wgłąb Ukrainy. Wzruszający moment przeżyliśmy, kiedy oglądaliśmy zdjęcia żołnierzy ukraińskich z naszymi apteczkami. Polska to duży kraj, ale Wyspy Owcze są maleńkie. Zobaczyć te kartony z naszymi napisami u nich, to niesamowite uczucie.
Farerczycy wsparli jednak Ukraińców finansowo. Na konto założone przez Sabinę wpłynęło ponad 200 tys. koron.
— Staram się cały czas pokazywać ludziom, że ich pieniądze są wydawane na potrzebne rzeczy — mówi Sabina. — Pojechaliśmy do Krakowa, gdzie widać wielką potrzebę pomocy materialnej.
— Chcieliśmy kupować słodycze, a na miejscu okazało się, że brakuje podpasek i proszku do prania — opowiada. — Przyjechaliśmy do Polski i zobaczyliśmy, że potrzeby są inne, niż myśleliśmy. Chcieliśmy rozweselić dzieci misiami, a one potrzebują podstawowych rzeczy, jak woda do picia, czy witaminy. Nie zapominajmy, że żyją w ogromnym stresie.
Sabina mówi, że raz rozpoczętej machiny pomocy nie można zatrzymać. Śmieje się, że choć dopiero co wróciła do domu, za kilka dni mogłaby wyruszyć z powrotem do Polski lub na granicę z Ukrainą.
— Ale muszę iść do pracy. No i przede wszystkim — mam dzieci. One są bardzo ze mnie dumne. Często mówią mi, że o naszej zbiórce wspominają całe Wyspy.
Cały artykuł przeczytasz na Onet Kobieta.
Artykuł Sabina Poulsen: Wyspy Owcze pomagają Ukrainie pochodzi z serwisu Owcze.com.
]]>Artykuł Andrzej Piaseczny odwiedził Wyspy Owcze pochodzi z serwisu Owcze.com.
]]>Andrzej Piaseczny wybrał się na Wyspy Owcze. Na miejscu ugościła go Sabina Poulsen, Polka, która od lat mieszka w tym kraju i jest popularną przewodniczką turystyczną. Piosenkarz otrzymał od niej jej przewodnik „Wyspy Owcze z pierwszej Ręki”. Andrzej Piaseczny i Sabina Poulsen zorganizowali na Facebooku live, podczas którego opowiedzieli o zwiedzaniu najpiękniejszych zakątków wyspy.
– Wszyscy mówią, łącznie z Sabinką: nie jedź na Wyspy Owcze w lutym! Czyś ty oszalał? A mnie się wydaje właśnie, że to jest idealny moment, żeby na te wyspy przyjechać i zobaczyć tę naturę od strony mniej dostępnej – powiedział artysta.

Artykuł Andrzej Piaseczny odwiedził Wyspy Owcze pochodzi z serwisu Owcze.com.
]]>Artykuł Polka na Wyspach Owczych – wywiad z Sabiną dla Onet Kobieta pochodzi z serwisu Owcze.com.
]]>Polka na Wyspach Owczych – wystarczy to hasło i wszyscy wiedzą o kogo chodzi. Sabina Poulsen przyjechała na Wyspy Owcze 16 lat temu, za miłością. Jej ukochany był Farerczykiem. Dziś Sabina żartobliwie mówi, że tamto uczucie nie przetrwało, ale miłość do Wysp została z nią na zawsze. – Kocham je każdego dnia mocniej – przyznaje. – Polacy, którzy mieszkają tu na stałe, uważają mnie pewnie za fanatyczkę.
A Polaków na Wyspach Owczych mieszka około 100. Do statystyk warto zaliczyć jeszcze tych 300, którzy przyjeżdżają tu na prace kontraktowe. Sabina pomaga im w załatwieniu różnych spraw, często tłumaczy też z farerskiego, drugiego obowiązującego tu języka po duńskim. W końcu założyła Instytut Polsko-Farerski, który jest organizacją charytatywną. Jego głównym celem jest pomoc Polakom na Wyspach Owczych, ale również rozwijanie pozytywnych relacji między polską społecznością a lokalnymi mieszkańcami.
– Kiedy przyjechałam na Wyspy Owcze, porozumiewałam się tylko w języku niemieckim. W ciągu roku nauczyłam się jeszcze angielskiego. Pamiętam, jak potem poszłam do pracy, a koleżanka powiedziała mi: od jutra mówimy do ciebie po farersku. Potraktowałam to jako żart. Następnego dnia z tego, co do mnie mówiono, zrozumiałam dwa słowa: „cafe” i „akurat”. Spocona wróciłam do domu i zastanawiałam się, co będzie dalej. Ale okazało się, że język jakoś „sam się przyswoił”.
Kup przewodnik, który napisała Sabina, Polka na Wyspach Owczych:

Pytana o to, jak przyjęli ją Farerczycy, Sabina mówi, że to bardzo spokojny naród, wyspiarze z krwi i kości. Sąsiadki potrafią przyjść do niej na kawę o 22.00 i to jest zupełnie normalne. Na Wyspach się nie puka, nie umawia specjalnie wcześniej, by spędzić ze sobą trochę czasu. Wchodzisz i jesteś mile widziany, a każda gospodyni domowa ma zawsze w zanadrzu małe „co nieco” do kawy.
– Co mnie tu trzyma? To, co najważniejsze: dom, rodzina, dzieci, spokój – podsumowuje Sabina. – Mam wrażenie, że cały czas się tu spełniam. Miałam w życiu różne trudne sytuacje, ale na Wyspach Owczych odnalazłam siebie. Tu napisałam książkę, tu zdecydowałam, że zdobędę Kilimandżaro. Zmotywował mnie do tego Sergiusz Pinkwart, z którym napisałam przewodnik po Wyspach.
Jestem z małego Odolanowa, a zdobyłam „dach Afryki”, prowadzę blog, sklep internetowy. Wypuściłam ostatnio linię produkcyjną kosmetyków wegańskich pod nazwą „Pure Faroes by Sabina Poulsen”. Wyspy dają mi powiew, dmuchają w moje skrzydła. Mam tutaj co najmniej dwa anioły, które mnie pilnują i prowadzą spokojną drogą do celu.
Cały wywiad do przeczytania na Onet Kobieta.
Artykuł Polka na Wyspach Owczych – wywiad z Sabiną dla Onet Kobieta pochodzi z serwisu Owcze.com.
]]>Artykuł Eivør, artystka z Wysp Owczych z prestiżową nagrodą pochodzi z serwisu Owcze.com.
]]>– Dla nas, którzy znamy Eivør, to wielka radość i duma z osiągnięć naszej małej ojczyzny. Ilekroć byłam na koncercie i patrzyłam na jej bose stopy, myślałam to może być tylko nasza Eivør. Często mam kontakt z Sædis, mamą Eivør która rownież jest artystyczną duszą. Na Wyspach Owczych każdy dziś jest przeszczęśliwy i dumny z naszej gwiazdy. Każdy wie, jaka ta dziewczyna jest skromna. I jak bardzo kocha swój naród. I jak o nim pięknie opowiada w swoich piosenkach – mówi nasza korespondentka na Wyspach Owczych, Sabina Poulsen.
– Wczoraj farerscy politycy i ministrowie, kto tylko miał zdjęcie z Eivør, od razu wrzucał je na Facebooka z gratulacjami. Dzisiaj pewnie cała szkoła, w której pracuje jej mama, będzie gratulować osiągnięć i na pewno będą świętować – dodaje Sabina.
Eivør Pálsdóttir z Wysp Owczych jest najbardziej popularnym wykonawcą w swoim kraju. W swoich utworach wykorzystuje muzyczne dziedzictwo archipelagu, w warstwie tekstowej język farerski, a w teledyskach często sięga po surowa wyspiarską naturę i spektakularne krajobrazy. Swój pierwszy album Eivør wydała w 2000 roku, od tego czasu próbuje różnych stylów muzycznych – folku, rocka, country, muzyki eksperymentalnej, klasycznej i pop.
Rada Nordycka co roku przyznaje pięć nagród za literaturę, film, muzykę, środowisko oraz literaturę dla dzieci i młodzieży. Każda nagroda w wysokości 300 000 DKK jest przyznawana podczas uroczystej gali podczas corocznej Sesji Rady Nordyckiej.

Artykuł Eivør, artystka z Wysp Owczych z prestiżową nagrodą pochodzi z serwisu Owcze.com.
]]>Artykuł Wyspy Owcze samochodem – tunele, ceny, bezpieczeństwo pochodzi z serwisu Owcze.com.
]]>Wyspy Owcze najwygodniej zwiedza się samochodem. Można wypożyczyć auto na miejscu lub przypłynąć z Europy kontynentalnej ze swoim. Na archipelag pływa prom Norröna, który operuje na najdłuższym regularnym połączeniu promowym na świecie – pomiędzy Hirtshals w Danii przez Tórshavn na Wyspach Owczych do Seyðisfjörður na Islandii.
Jeśli wybierasz się na Wyspy Owcze samochodem musisz mieć świadomość tego, jak wyglądają tu drogi i liczne tunele. Drogi są zazwyczaj bardzo dobrej jakości, jednak są to drogi górskie, kręte, z dużymi przewyższeniami, a w niektórych miejscach zakrętami o 180 stopni. W niektórych miejscach górskie drogi są tak wąskie, że mieści się tam jeden samochód. Co kilkaset metrów są „mijanki”, w których należy się schować, gdy z przeciwka jedzie pojazd (ustępuje kierowca jadący z góry). Niektóre z tych tuneli są jednojezdniowe, na szerokość jednego samochodu, a ruch odbywa się w obu kierunkach.

Na szczęście dystanse są tu zazwyczaj krótkie. Sześć z osiemnastu wysp archipelagu jest ze sobą połączonych systemem drogowym. Przejeżdżamy pomiędzy nimi tunelami, mostem, lub po prostu groblami. Z najdalszych zakątków tej szóstki dojedziemy do stolicy w mniej niż godzinę. A przejazd z krańca do krańca to zaledwie 103 kilometry. Stacje benzynowe na większych wyspach – Streymoy, Eysturoy, Vágar i Bor∂oy są ustawione przy głównej drodze i nie ma problemu, by w ciągu dnia zatankować (tylko trzeba pamiętać, że zwykle otwierają się o 8 rano, a w niedzielę o 9). Ceny to około 9,70 DKK (6 PLN) za bezołowiową i 7,80 (5 PLN) za diesla.

Tunele na Wyspach Owczych były budowane od lat 60-tych XX wieku. Większość z nich to wąskie przeprawy liczące kilka kilometrów, wydrążone w skale. Najstarszy jest Hvalbiartunnilin na wyspie Suðuroy, najbardziej na południe wysuniętej z Wysp Owczych. W sumie tuneli jest 22, w tym trzy przeprawy, które przechodzą pod dnem Oceanu Atlantyckiego łącząc leżące obok siebie wyspy.
Najnowszy i najdłuższy z tuneli to Eysturoyartunnilin (11.24 km) łączący wyspy Streymoy i Eysturoy. Tunel przechodzi pod fiordem Tangafjørður, przecina również południową część fiordu Skálafjørður i łączy miasta Runavík po wschodniej stronie i Strendur po zachodniej stronie fiordu. Na podwodnym rozjeździe znajduje się pierwsze na świecie podmorskie rondo.
Vágatunnilin (4.94 km) przechodzi pod cieśniną Vestmannasund i łączy dwie wyspy Streymoy i Vágar. Tunel był pierwszym podmorskim tunelem na Wyspach Owczych i łączy stolicę Tórshavn na Streymoy z międzynarodowym lotniskiem na wyspie Vágar.
Norðoyatunnilin (6,2 km) pod fiordem Leirvíksfjørður łączy wyspy Eysturoy i Borðoy i schodzi na głębokość 150 metrów poniżej poziomu morza. Do czasu otwarcia Eysturoyartunnilin w grudniu 2020 roku Norðoyatunnilin był najdłuższym tunelem na Wyspach Owczych.

Trzy podmorskie tunele – z wyspy Streymoy na Vágar, z Eysturoy na Bor∂oy i ze Streymoy na Eysturoy są płatne – przejazd Vágatunnilin i Norðoyatunnilin kosztuje 100 DKK (ok. 60 PLN) w obie strony, a przejazd Eysturoyartunnilin – 175 DKK (ok. 110 PLN) w jedną stronę. Za tunele można zapłacić na stronie Tunnil.fo.
Przejeżdżając przez jednojezdniowy tunel z mijankami (zatoczkami) w kierunku bez pierwszeństwa przejazdu, nie należy jechać w grupie aut, lecz zachować co najmniej 100 metrów odległości między nimi. Zatoczki są tylko po jednej stronie, więc ten kierowca, który ma je po prawej, widząc światła nadjeżdżającego z przeciwka samochodu, powinien zjechać na bok i przepuścić auto. Takie czekanie w wąskim, ciemnym tunelu wykutym w skale, przypominającym kopalnianą sztolnię, może być wyzwaniem dla osób z klaustrofobią.
Przed przyjazdem na Wyspy Owcze warto obejrzeć ten filmik:
Wyspy łączą też groble, jest również most Streymin łączący brzegi wysp Streymoy i Eysturoy, o którym mówi się, że jest to jedyny most samochodowy nad Atlantykiem. Pomiędzy ważniejszymi wyspami działa także komunikacja promowa, obsługiwana przez państwowego operatora SSL. Na popularnych trasach na przystań warto przyjeżdżać z wyprzedzeniem ok. 30 minut. Nie ma możliwości transportu auta na wyspy: Fugloy, Svínoy, Koltur, Mykines, Skúvoy, Stóra Dimun i Lítla Dimun.
Przez cały rok obowiązuje nakaz jazdy ze światłami mijania. Kierowca i wszyscy pasażerowie muszą mieć zapięte pasy bezpieczeństwa. Dzieci należy przewozić w fotelikach. Na całym archipelagu obowiązuje ograniczenia prędkości do 50 km/h w obszarze zabudowanym i do 80 km/h poza obszarem zabudowanym. Nawet niewielkie naruszenie limitów wiąże się z wysokimi mandatami. Żeby zaparkować w centrum Tórshavn i Klaksvík trzeba mieć w widocznym miejscu parking disc czyli naklejkę z “zegarem”, zwyczajowo umieszczaną w dolnym rogu przedniej szyby. Zegar nastawiamy na godzinę zaparkowania, przy miejscach postojowych są informacje gdzie i jak długo można stać. Parking disc można bezpłatnie otrzymać w bankach, biurach informacji turystycznej i na stacjach benzynowych. Za brak zegara grozi mandat 200 DKK (ok. 120 PLN). Na prowincji z parkingami nie ma problemu. W każdej wiosce, która ma jakieś turystyczne atrakcje jest parking, a przy parkingu bezpłatna i czysta toaleta publiczna.

Owiec jest na Wyspach Owczych więcej niż mieszkańców, pasą się one swobodnie na całym archipelagu. Samochody nie robią na nich większego wrażenia. Tak jakby wiedziały, że przepisy drogowe dają im zawsze bezwzględne pierwszeństwo. Na owce trzeba po prostu bardzo uważać i zwalniać, gdy widzimy zwierzaki podgryzające sobie trawkę na poboczu. Bo nigdy nie wiadomo, czy nie wyskoczą nam wprost pod koła. Na Wyspach Owczych istnieje specjalna procedura w razie zderzenia z owcą, trzeba o zdarzeniu poinformować jednostkę policji w Tórshavn pod numerem: +298 351 448. Kierowca otrzymuje mandat, ale także musi zrekompensować właścicielowi utratę owcy (koszt około 3000 DKK czyli 1800 PLN).
Jeżeli obawiasz się samemu przemierzać Wyspy Owcze samochodem, wybierz się na archipelag z biurem wypraw nordyckich LUNDI Travel, wtedy będzie cię wozić doświadczony na tych drogach kierowca 
Artykuł Wyspy Owcze samochodem – tunele, ceny, bezpieczeństwo pochodzi z serwisu Owcze.com.
]]>Artykuł Grindadráp – rzeź grindwali na Wyspach Owczych pochodzi z serwisu Owcze.com.
]]>„Rzeź grindwali na Wyspach Owczych to barbarzyński zwyczaj, ludzie zabijają zwierzęta dla zabawy, brodzą po pas w morzu krwi a na to wszystko z brzegu patrzą całe rodziny z małymi dziećmi” – tak zazwyczaj wyglądają nagłówki w mediach po kolejnym Grindadráp. To nie do końca prawda. Nie popieramy rzezi grindwali, ale staramy się zrozumieć i przekazać Wam, o co w niej chodzi. W tym wpisie postaramy się przybliżyć, jak wyglądają zasady takiego polowania (podlega ono ścisłym prawnym regulacjom) i jakie argumenty na jego obronę mają sami Farerzy. Warto ich wysłuchać i wyrobić sobie własne zdanie.
Sergiusz Pinkwart współautor książki „Wyspy Owcze z pierwszej ręki” i przewodnik po Wyspach Owczych mówił o rzezi grindwali na Wyspach Owczych w dzisiejszej audycji na antenie radia RMF24.pl:

Choć wszyscy znamy z internetu zdjęcia morza w kolorze krwi, to wbrew pozorom na Wyspach Owczych nie jest tak łatwo stać się świadkiem rzezi grindwali. Polowania odbywają się nieregularnie, o różnych porach dnia i nocy, i mają miejsce w różnych miejscach archipelagu. Informacje o nich przekazywane są „pocztą pantoflową” między członkami społeczności.
Oto jak zwoływanie na rzeź grindwali i sam Grindadráp opisywał jego świadek Sergiusz Pinkwart, współautor książki „Wyspy Owcze z pierwszej ręki” i przewodnik po Wyspach Owczych:
Tradycja czy zbrodnia?
Mieszkający na Wyspach Owczych zwolennicy polowań na grindwale tłumaczą, że to ważna część ich wielowiekowej, sięgającej jeszcze czasów Wikingów tradycji i zwyczaj, który przez setki lat umożliwiał społeczności maleńkich wysp na Północnym Atlantyku przeżycie trudnych zim. Trzeba pamiętać, że na Wyspach Owczych praktycznie nie ma warunków dla rolnictwa, głównym źródłem pozyskiwania żywności jest hodowla owiec i rybołówstwo. Poza tym zespołowe polowanie na grindwale było także elementem jednoczącym tę niewielką wspólnotę (na Wyspach Owczych żyje dziś zaledwie nieco ponad 50 tys. mieszkańców). Gdy pojawiała się ławica, mieszkańcy małych wiosek rozsianych po 18 wyspach archipelagu musieli zwoływać się i działać razem, by polowanie miało szansę powodzenia.

Jak wygląda rzeź grindwali?
Rzeź grindwali na Wyspach Owczych ma miejsce w miesiącach letnich, najczęściej w lipcu i sierpniu. Jest ściśle regulowana prawem i może się odbywać tylko w dokładnie określonych miejscach i warunkach. Grindwali nie odławia się sieciami ani nie strzela do nich harpunami z łodzi. Obława może zacząć się tylko wtedy, gdy ławica jest w odległości co najmniej 3 mil morskich od brzegu. W czasie polowania są rozdzielone zadania, jest mistrz ceremonii, który dowodzi akcją, są ludzie, którzy na łodziach zaganiają grindwale do fiordu, na płytkie wody zatoki, ale nie mają prawa zabijać zwierząt. Na brzegu czeka kilkudziesięciu mężczyzn, którzy jednym ciosem specjalnego ostrza przecinają rdzeń kręgowy, by zadać śmierć w jak najszybszy i najbardziej humanitarny sposób. Ustawodawstwo Wysp Owczych przewiduje bowiem, że zwierzęta muszą być podczas połowu zabijane sprawnie i szybko tak, by jak najmniej cierpiały. Potem martwym zwierzętom podcina się szyje, by się wykrwawiły. Zabarwione na czerwono wody fiordu robią wstrząsające, przerażające wrażenie. Rzeź grindwali jest wydarzeniem dla lokalnej społeczności, i faktycznie obserwują ją z brzegu całe rodziny, także małe dzieci.

Mięso pochodzące z Grindadráp jest następnie badane przez weterynarza, dzielone na kawałki, spisywane i ważone, po czym rozdzielane między ludzi. Zazwyczaj 1/3 otrzymują uczestnicy polowania, 1/3 przeznaczona jest dla najuboższych, potrzebujących, do domów starców i domów opieki, a 1/3 rozdzielana jest między pozostałych członków lokalnej społeczności.
Czy rzeź grindwali odejdzie w niepamięć?
Obrońcy rzezi grindwali na Wyspach Owczych wyliczają, że każdy wieloryb dostarcza społeczności kilkaset kilogramów mięsa i tłuszczu – gdyby ich nie było, trzeba by importować mięso z rzeźni za granicą. Tłumaczą, że jest to dla nich sposób zdobywania żywności, znacznie bardziej humanitarny niż proces pozyskiwania mięsa w rzeźniach przemysłowych, z których pochodzi wołowina i wieprzowina powszechnie dostępna w naszych sklepach. Tyle, że oni polują na oczach świata, a zdjęcia morza czerwonego od krwi to łakomy kąsek dla mediów. Rzeź milionów zwierząt hodowlanych, która odbywa się codziennie w zakładach mięsnych w Polsce i na świecie jest równie przerażająca, ale ma miejsce za zamkniętymi drzwiami. Nie widać, że leje się krew, nie słychać pisku zwierząt które walczą o życie, nie widać w ich oczach przerażenia. A potem jest już tylko tacka mięsa w markecie, która aż tak bardzo nie oburza. Powszechnie dostępne mięso w sklepach na Wyspach Owczych, które ma być argumentem za zaprzestaniem polowań, pochodzi z importu, z takich właśnie przemysłowych rzeźni w Europie.
Grafika przygotowana przez Faroese Pilot Whalers’ Association prezentująca jakość życia grindwala i świni w hodowli przemysłowej.

Światopogląd samych Farerów w materii Grindadráp bardzo się zmienił w ostatnich latach. Młodzi ludzie nie chcą jeść mięsa grindwali, które dla wielu z nich jest zwyczajnie niesmaczne. A 58% Farerów jest zdania, że należy zaprzestać krwawych polowań na grindwale.
W naszej książce „Wyspy Owcze z pierwszej ręki” nie boimy poruszać się trudnych tematów i opisujemy w niej również Grindadráp – rzeź grindwali na Wyspach Owczych.

Artykuł Grindadráp – rzeź grindwali na Wyspach Owczych pochodzi z serwisu Owcze.com.
]]>